ANTOLOGIA BACHICZNA
 
 

Z piosenek ludowych

*

Gorzolecka dobry trunek, pijaja ja na frasunek; gorzalecka grunt, grunt i tabacki funt.
Pijaja ja panny, wdowy, boc to trunek bardzo zdrowy; gorzalecka itd.
Pijaja ja gospodarze, przedawaja na nia zboze; gorzalecka itd.
Pijaja ja gospodynie, przedawaja na nia swinie; gorzalecka itd.
Pijaja ja parobecki, przedawaja przysiewecki; gorzalecka itd.
Pijaja ja panienecki, przedawaja fartusecki; gorzalecka itd.
Pijaja ja i wlodarze, a bo ja maja w komorze; gorzalecka itd.
Pijaja ja ekonomi, a bo im nikt nie zabroni; gorzalecka itd.
Pijaja ja i panowie, gdy maja klopot na glowie; gorzalecka itd.
Dobry chlopak na panscyznie, jak gorzalki dobrze liznie; gorzalecka itd.
Choc go w domu bida piece, to sie na gorzalce wlece; gorzalecka itd.
A boc jom tez chlopi pija, ale jak psi od niej wyja; gorzalecka grunt, grunt, i tabacki funt.

**

Moj kilusku, moj kochany, slicnie pieknie rysowany, dojze mi sie nachylic, moi dusy posilic.
A bylem ja u dochtora, tam kilusek sama pora, a cy w domu, cy w podrozy, ten kilusek bardzo sluzy.
O, zielony kilusecku, o, mom w tobie nadzieje! jak wypije osiemnascie, o, to sie rozwesele.
O, maly to kilusecek, nie dostanie do kisecek: zeby drugi taki, przeplukalby troche flaki.

***

Pijalas piwecko, moja kochanecko, przepilas urode, pijze teraz wode.
A co to to dla mnie kielisecek jeden, kiej ja ich wypije dwadziescia i siedem.
A wypijcie do mnie, ino tylko rzadnie, bo ja podufala, rozejdzie sie po mnie.

****

Dopierom sie doznal w kosciele u fary, jakie panieneczki dawaja ofiary.
Nie patrza na obraz ani na paciorki, ino sie zmawiaja: ÒPodzma do szynkarki!Ó
ÒSzynkarki, szynkarki, dawajcie gorzalki; cztery kwarty stawic, aby nas nie bawic!
Kielicha duzego, bo nie mamy czasu; by od naszych matkow nie sluchac halasuÓ.
Idzie corus do dom, glowa sie jej chwieje; matusia sie pyta; ÒCoz ci sie to dzieje?
Corko, moja corko, tys gorzalke pila!Ó ÒMatko, jak cie kocham, jam w kosciele bylaÓ
Idzie matka w rynek, pyta sie szynkarki: Ò Nie pila tu moja corusia gorzalki?Ó
ÒNie pila tu sama, pilo ich tu cztery; jeden tylko garniec gorzalki wypilyÓ.
Idzie matus do dom, bierzew sie do kija: ÒMoja matusienku, tys najlepsza byla!Ó
Biegaj na jarmarczek, przedaj krowke lysa: niech ci szynkareczki po scianach nie piszaÓ.
ÒMatko moja matko, nie bedziesz mnie bila, bos mnie gorzaleczke pijac nauczyla.
Matko moja matko, moglazes mnie bijac, nizem ja umiala gorzaleczke pijac.
Moglazes mnie bijac, nie bedziesz mnie bila, bo mnie nie poprawisz, chocbys i zabilaÓ.

*****

Ja ubogi wiesniak, na imie mi Grzela, nie pijam gorzalki, jeno co niedziela.
Pijam gorzalcysko jak we dnie tak w nocy, rad bym jezycysko i w gorzalcynie mocyl.
Wstane we switanie, chocby i bez pasa, ciagnie mnie chec na gorzalke, jak wilka do lasa.
A jak sie upije, przyde do chalupy, widze ctery katy, piec sie juz obalil juz temu rok piaty.
Dajze mi jesz, zono, jeslis dobra zona, bo ja ci pysk przetne, jak wezme wrzeciona.
Bo ja na Bugaju pil, portkim sobie zgubil, przysedem do chalupska, babem sobie wybil.
Moja zono, tak mnie sluchaj, idz na Bugaj, portek sukaj.
Ona posla, nie znalazla, przysla do dom, za piec wlazla; ÒSa i tutaj dwie kadziele, beda portki na niedzieleÓ.

******

Kiej wypije flasze wina - zaraz u mnie insza mina, i ochota do spiewania wnet mnie bierze i do grania; zapominam na me troski, za nic u mnie panstwa, wioski, ja na malym bo przestaje, co mi wlasna praca daje.
Wino mnie to narobilo, bo sie go dosyc wypilo; nic mej glowy nie turbuje, powiedzialem to, co czuje: ni mi wojna, panstwo w glowie, niechaj sie bija krolowie, laja ksieza, dra lichwiarze, szumia z nauk bakalarze.
Ze maz jaki rogi nosi, ze nie biedny, jednak prosi, ze sie zona swarzy w domu, sluga krzywdzi po kryjomu, ow udaje, ze nie klamie, ten przysiegi swoje lamie-nic mej glowy nie turbuje, powiedzialem to, co czuje.

*******

Zesla sie jedna z druga, mialy rozmowe dluga; po tyj rozmowie dlugij mowila jedna drugij:
Ò Wypijmy po kubecku, bo nie mamy nic w cubecku!Ó Skoro dziesiaty kubek, zagrzal sie babom cubek.
A jak baby sie popily, oj, o mezow sie swarzyly; oj, jedna drugij mowila: Ò Oj, tys do mego chodzila!Ó
ÒNie turbaj sie, kumecka, jest u karcmarza becka, wiem, ze nam skredytuje i was, kumecko, pocestujeÓ.

********

Kumosia kumosi gorzalecke nosi, jakze nie ma nosic, kiej ja o to prosi.
A moja kumosiu, napijmy sie obie, bo nam ta nie dadza gorzalecki w grobie.
Gorzalecki w grobie, gorzalecki w Rzymie, juz nam ta nie dadza, jak sie ktora zdrzymie.
Bo nam ta nie dadza, ta i nie przyniosa, niechze sie kumosie na tym swiecie ciesa.
Kumosiu, kumosiu, kiedyz kumoterek? Posed do browaru choc na polkwaterek.
Jego kumosecka lezy w poduseckach, bo ja ulozyla grzecna Zydowecka.
Gorzalecka z wyka, ja ja rada lykam, jak przyjdzie zaplacic, to ja sie umykam.
A napila ja sie za poltora jaja, chwala panu Bogu, ze go kura miala.
Kumosia kumosi kury pozjadala; cymze je pieprzyla, kiej w miescie nie byla?
Kocham cie kumosiu, w tym tu legne grobie, nie jest w moji mocy zapomnic o tobie.

*********

Jak ja jechal przez Kujawy, szczekal na mnie pies kulawy, panna wstala, w oknie stala, jeszcze barzy przyszczuwala.
ÒHuzia, huzia moj psianyszek, zeby do mnie nikt nie przyszedl!Ó Tys myslala, zem pijany, obracasz gebe do sciany.
A ja pije gorzaleczke, ale z uwaga, z uwaga, bo zeby mi worek wystal, az przyjde do dom, da do dom.
A pije ja gorzaleczke, ale nie w doma, nie w doma, bo mi dzieci wypijaja, a reszte zona, da zona.

**********

Pijaku, pijaku, nie siadaj na pniaku, spadnie gowno z pniaka, zabije pijaka.

Pan Jezus sie rozweselil, beczke wina kupil, wszystkich swietych potraktowal i sam sie tez upil.

Gorzalecko moja, mialek cie nie pijac, alek se pomyslal: na coz bede zbijac?

Opilem sie, opil, bede baby topil, oj, utopilem trzysta, jeszcze moja przyszla!

Poki zyje, to pije, jak umre, to zgnije; dusza moja na sad stanie, smialo powie: ÒPilem Panie!Ó

Nie bede ja piwka pila, bedzie mi sie kiecka gzila, napije sie gorzaleczki, pojdzie kiecka we skladeczki.

Gorzaleczka siostra moja, nie pilem ci jagze wczora, a piweczko pociotyszek, dopirom ci z niego wyszed.

***********

Podejciez mi flaske, nie zatkana korkiem, niechze sie wesele z tym ostatnim wtorkiem.
Kielisecek, kielisecek, ale nie usluzny, coz mi przyjdzie z niego, kiedy stoi prozny.
Butelka zgrzesyla, bo nieprozna byla, kielisecek zawinil, bo wiwaty cynil.
Kielisecek zawinil, butelka zgrzesyla, glowa sie znalazla, co sie zawrocila.
Nie ustajcie, nogi, hej, tancujcie ostro, jak kielisek chodzi za butelka prosto.
Stoi kielisecek, choc ma jedna noge, moich jest dwie zdrowych, a chodzic nie moge.

************

Byl tu chlopek we wsi, na imie mu Maciek, niewielkiego wzrostu, byl wielki pijacek.
Umar Maciek, umar, juz ci on nie wstanie, odpuscze mu grzechy wsyckie, mily Panie!
Bo to byl czlek grzecny, skoda, ze nie wiecny; rad w karcmisku bywal i gorzalke pijal.
Jak gorzalki kupil, kazdy sie nia upil, jak Macka nie stalo, wsycko pokwasnialo.
Do tanca najmowal i piwka kupowal; jak to spomniec milo, jak to z Mackiem bylo!
Niesa Macka, niesa, a bez srodek wieski, wyslac ta do niego z calej wsi kumeski.
ÒA witajze Macku, nadobny pijacku; jak to spomniec milo, jak to z toba bylo!Ó
 
 



 

PIESNI MIESZCZANSKIE I SZLACHECKIE

*

Pije Kuba do Jakuba...

Pije Kuba do Jakuba, Jakob do Michala; wiwat i ty, wiwat i ja, kompanija cala. A kto nie wypije, tego we dwa kije, lupu cupu, cupu lupu, tego we dwa kije.
W dawnym stanie, choc w zupanie, szlachcic zloto dzwiga; dzisiaj wpieto, kuso wcieto, a w kieszeni figa. Kto za moda zyje, tego we dwa kije, lupu cupu, cupu lupu, niech modnie nie zyje.
Koroneczki, pereleczki pani miala sama; dzis szynkarka i kucharka stroi sie jak dama. Kto nad stan swoj zyje, tego we dwa kije lupu cupu, cupu lupu, niech nad stan nie zyje.
Dych z bigosem, jedyk z sosem jadly dawniej pany; dzis robaki i slimaki jedza jak bociany. Kto zabami zyje, tego we dwa kije, lupu cupu, cupu lupu, niech gadem nie zyje.
Tys Polakiem i ja takim, jeszcze mamy szable; przyjdzie ktory, to mu skory potrzepiemy diable. Kto wrogow nie bije, tego we dwa kije, lupu cupu, cupu lupu, niech ich dobrze bije.
Pili nasi pradziadowie, kazdy wypil czare; jednak glowy nie tracili, bo pijali w miare. Kto nad miare pije, tego we dwa kije lupu cupu, cupu lupu , niech po polsku zyje.
Pili nasi pradziadowie, nie byli pijacy; zyli mezni, pracowici, badzmyz i my tacy. A kto nie dopije, tego we dwa kije lupu cupu, cupu lupu, niech po polsku zyje.

**

A bodaj to...

A bodaj to w takim domu slodkie pedzic chwile, gdzie sie mozna dobrze bawic, wesolo i mile! Wypijemy pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piata, wypijemy szosta, siodma, osma i dziewiata!
A kiedy sie i dziesiata, jedenasta zdarza, wypijemy chocby beczka zdrowie gospodarza!

***

Wypil, wypil...

Wypil, wypil, nic nie zostrawil, bodaj go, bodaj go Bog blogoslawil!

****

Nabrzmiale twarze...

Nabrzmiale twarze, Bachusa syny, opiewam dni waszych zycie, jak co dzien w chmurnej nocy godziny, niebaczni, gnusno trawicie.
Na coz wam rozum dala natura, jesli on steru nie wodzi? Coz po tym sloncu, gdy oczy chmura otacza co dzien w powodzi!
Co ku pragnieniu Nieba nam daly, to wy na zbytek trwonicie; drogi czas tracac, wiek prawie caly w opilstwie gnusnie topicie.
W niechetna gebe pchacie z sromota puchary, w nalog wprzezeni; choc brzuch nie trawi, jednak z ochota pijecie, z ust wam sie pieni.
Ow Aleksander, pogromca swiata, zabija Klita pijany; narzeka potem: ÒAch wielka strata, wiernik nie zyje kochany!Ó
Lecz nalog zaszly skraca dni jego Herkulesowym pucharem; skutek pijanstwa, trunku mocnego, zlaczyl go z grobowcem starym.

*****

Bracie, gdy juz pic przestane...

Bracie, gdy juz pic przestane, a smierc natrze ze wszech stron, wtenczas ujrzysz we mnie zmiane, co oznacza bliski zgon.
Testament mam w gotowosci, umrzec moge w kazdy czas; pochowac mnie bez litosci-o to tylko prosze was.
W piwnicy chce byc chowany, bo tam jest najlepszy grunt; nogami obroc do sciany, a zas glowa, gdzie jest szpunt.
Zamiast napisu na grobie, co przyciska zimny glaz, chce miec kochanke przy sobie, bo i tam z nia chce zyc wraz.
A gdy bede w dol wpuszczony, raz ostatni scisnij dlon, niech innym bija we dzwony, mnie zas, bracie, w kielich dzwon.

******

Jestem sobie panem...

Jestem sobie panem, gdy siedze nad dzbanem; u mnie w domu cztery katy i potluczony piec piaty. Oto to ja pan, pan, oto to ja pan, pan, oto to ja pan, pan, i o nic nie dbam.
Nie dbam ja o zloto, przepije z ochota; ani pomne o mej zgubie, gorzaleczke z piwkiem lubie. Oto to ja pan itd.
Nie dbam o kontusze, niech gardla nie susze; ani tez dbam o wyslugi-ten przepije, bedzie drugi. Oto to ja pan itd.
Z Bachusem sie kapie, kroku nie odstapie.Moj Bachusie, bracie mily, pijmyz, poki stanie sily! Oto to ja pan itd.
Wszystko moje zniwo poszlo juz na piwo; byle tylko me flaszeczki pelne byly gorzaleczki. oto to ja pan itd.
Oj, pilem ja, pilem, malo co wypilem: co dzien piwa po dwie beczki, dziesiec garncy gorzaleczki. Oto to ja pan itd.
Wszystkie ojca zbiory, chlopy, wioski dwory, z pijakami przepijalem, jednak na to nic nie dbalem. Oto to ja pan itd.
Oj, pilem ja, pilem, juz wszystko przepilem: me koniki na muzyki, me sajdaki na przysmaki. Oto to ja pan itd.
Jestem pan nad pany, brzuch trunkiem nalany; chodze sobie obszarpany, rozum w glowie pomieszany. Oto to ja pan itd.
Slyszeli z ulicy, gdym szedl do piwnicy; mietko spalem, choc w rynsztoku, nie dbalem, ze kij po boku. Oto to ja pan itd.
Moi kompanowie, pijciez za me zdrowie! Jak umre, pochowajcie i nade mna zaspiewajcie: umarl pijak pan.

*******

Quocunque ibo...

Quocunque ibo, tunc semper bobo, nunquam sobrius sed semper pius, Ej czuk czuk czuk czuk czuk,
winko kochane, ej pij pij, pij pij pij w wieczor i mane.
W wieczor i rano semper de dzbano, bo multum scire facit haurire. Ej czuk czuk itd.
Dzbanus est pater, konewka mater, soror szklenica, venter piwnica. Ej czuk czuk itd.
A ty, Domine, miej dobra mine, wystaw dolija na kompanija. Ej czuk czuk itd.
Lubo jest pauper vestis na grzbiecie, winka milego dajcie mi przecie. Ej czuk czuk itd.
Kiedy po smierci voluptes nulla, niechze sie teraz dusza nahula. Ej czuk, czuk czuk czuk czuk,
winko kochane, ej pij pij, pij pij pij wieczor i mane.

********

Kazcie wina nalewac...

Kazcie wina nalewac, piwo niech ustapi: wino pija uczciwi, a piwo zas skapi.
Wino zdrowe, choremu wnet bardzo dogodzi, ale piwo dostatek zlych humorow rodzi.
Kazcie wina przynosic do stolu naszego, niechaj piwa nie bedzie, glowe psujacego.
Wino madrym uczyni choc tez i prostaka, a glupiego przemieni w uczonego zaka.
Kazcie wina nalewac kazdemu w szklanice, kieliszki niech ustapia teraz gdzie w ciemnice.
Wesole tez nam wino manije wybije, wino doda dobrej mysli, kto sie go napije.
Pijcie wszyscy wesolo jeden do drugiego, zyczcie sobie po spolu zdrowia dzis dobrego.
Pijcie wino wegierskie, wnet tu zmadrzejecie, napiwszy sie raz, drugi, do tanca pojdziecie.
Kazcie wina przynosic do biesiady zwinnie, bedziem pilnie wytrzasac, kto sie nam nawinie.
Wino dobre wegierskie, lepsze nizli piwo, ano chwali i chlopek; piwo jako wino.
Wino chwali i kmiotek, co za plugiem chodzi, a ubogi tez rolnik, i ten na nie godzi.
Piwo zas tylko skapi sami wychwalaja, co nie zdrowiu, lecz mieszkom swoim dogadzaja.
Kazcie wina nalewac, doktora pewnego, uleczy to frasunek czlowieka chorego.
Nadto jeszcze rozumu doda dowcipnego, z Kordyna uczyni Platona madrego.
Pijcie wino wegierskie, bedziecie weseli, ustapi wnet frasunek, jesliscie go mieli.
Wino serce rozgrzeje i mozgu przyczyni, a kto go zas nie pija, bardzo sobie wini.
Wino dobre lekuje czlowieka chorego, ale piwo nadyma choc tez i zdrowego.
Odmie sie brzuch od niego jak beben moskiweski, lepiej oto lyknijcie nasz trunek wegierski.
Pijcie wino poki co staje go w szklanicy, a wypiwszy, niechaj wiec kazdy z nas zakrzyczy.
Wesola piesn i zaraz niechaj potancuje, azali tak smutnego Saturna zwojuje.
Kolo sliczne-wesolo przez zdrowie swe pijmy, a wegierskiego wina dobrze sie napijmy.
Winem dzisiaj swa milosc, bracia, utwierdzajmy, a szklankami pelnymi k sobie uderzajmy.
A skoro sie napijem, spac sie pokladziemy, poprawiem jutro, da Bog, jak tylko wstaniemy.
Na dobranoc wypijmy, spac pojdziem wesolo, daj Boze dobre zdrowie, nasze mile kolo.

*********

Oto stoi zwawy synek...

Oto stoi zwawy synek, a ty masz coreczke, na nich zdajmy pojedynek, my walczmy o beczke.
Kto nie lyknie beczki miodu i zostanie frycem, niech sie zrzeknie praw do rodu, nie bedzie szlachcicem.
Niech przepadnie, kto nie lyknie, kto dzis geby skrzywi, kto poczciwy, z nami krzyknie: ÒNiech zyja poczciwi!Ó
Nigdy nie jest taka bieda, by nie wsparl brat brata, nie zmieni sie szlachcic w Zyda, choc w najdluzsze lata.

**********

Witaj winko ulubione...

Witaj, winko ulubione, od nikogo nie zganione! witaj, mily, luby trunku, zazywany od frasunku od wszystkich ludzi!
Pijaja cie monarchowie i wszyscy senatorowie; przywodzisz ty do ochoty, jako tez i do niecnoty tak bardzo wielu.
Sedzia kazdy, gdy cie lyknie, sprawiedliwosc zaraz zniknie; jak mu glowe przewartuje, to winko dekret feruje, grzywny przysadza.
Patron, gdy winka skosztuje, wnet wskros sprawe spenetruje; klijentom swym oczy mydli, flegme z worka ciagnac sidli z swoich kazdego.
Panna, gdy kieliszek wytnie, roza jej na twarzy kwitnie; toz skoro sie zarumieni, zaraz sie jej w oczach mieni, na urok steka:
ÒW nieszczesliwej jestem doli, ze mnie bardzo glowka boli, przyrodzony moj rumiencze, dla ciebie ja w takiej mece, ze mnie urzekli.
Och, zli ludzie - mowi dalej - co mi sie tak dziwowaliÓ i udaje jako moze; zachowaj cie, mily Boze, takiego bolu.
Wdowa, gdy skosztuje wina, niboszczyka przypomina; krzyczy placze, lamentuje: Ò Ktoz mnie teraz poratuje? Daj, Boze meza!Ó
Zona, gdy winka skosztuje, mezowi sie nadstawuje: ÒSerce,serce!Ó - meza traca, kolo niego sie wykreca,afekt gotuje.
Dame, ddy prosza na wino: ÒPrzebog! choroby przyczyna bywa mi to, przeto prosze dajcie pokoj, bo odnosze stad wielka przykrosc!Ó
Moja damo, niewola cie; lecz zobaczyc no ja w kacie: lyka winko ile sily! w kompanii jej niemily bywa ten trunek.
Jejmosc slaba w lozku lezy, panna do niej z flasza biezy; lyka, a zdaje sie zgola, ze jejmosc jej chora wola: ÒHej, bul bul bul bul!Ó
Ksidza na pogrzeb spraszaja, winko przed nim zastawiaja; jak lyknie raz, drugi wina, dusze czesto przypomina z wielkim westchnieniem.
A na odpust zaproszony, nie bierze sie do ambony, az lyknie raz, drugi, trzeci, zaraz z kazaniem wyleci i prawi suto.
W zimie z celi zakonnicy posylaja do piwnicy: ÒEj szafarzu, dawaj wina, bo to teraz ciezka zima, niech sie zgrzejem!Ó
Do swych porcyj zakonnice maja winka z zagranice; a niechze sobie podpija, nieraz sie z soba pobija - otoz masz winko!
Zolnierz, gdy wina skosztuje, cuda sobie wystawuje: ÒMarsz na piwko do szynkarki, do kaczmarki arendarki, czopowe zbierac!Ó
Wytrzymuje meznie sztychy, ale w rane pcha kielichy; sto na siebie jeden bierze i przysiaglby, ze w tej mierze zwawo dostoi.
Az wtem w nocy zapial kurek, on rozumial, ze to Turek:Ó Poddaje sie - rzecze - panie, ale zycia darowanie daj, dobrodziejku!Ó
Szlachcic, gdy w goscine jedzie, na winko ochota wiedzie; niechze w czupryne naleje, zaraz jakby oszaleje, korda dobywa.
A gdy sejmik nastepuje, wprzod roztropnie postepuje; niechze winka kielich lyknie, Ò Nie pozwalam!Ó - zaraz krzyknie, choc nie wie na co.

***********

Piosenka przy wiwatach...

Wiwat nasza ochota, Gloria tibi Domine! Kto wypije, w tym cnota, Gloria tibi Domine! Wiwat nasz ksiadz Matasza, niech go Pan Bog pociesza! Wiwat nasz ksiadz Turbator, wielki szklanic amator! Gloria tibi, salva nos, Gloria tibi Dominus! Wiwat nasi Glaubicze, wszyscy goli jak bicze! Wiwat wszyscy razem, niech wam Pan Bog pusci plazem.

************

Wszystko co zyje na swiecie...

Wszystko, co zyje na swiecie, mowi lub wydaje ryk, wszyscy mi przyznac musicie, musi robic: lyk,lyk, lyk.
Na przyklad mezni zolnierze, poslyszawszy armat ryk, kazdy za manierke bierze, dla odwagi: lyk, lyk, lyk.
Pobozni ksieza i mnichy, gdy ukoncza swiety krzyk, potem biora za kielichy, dobrze trabia: lyk, lyk, lyk.
Policja, co wszysto zoczy, wie w miescie kazdy kamyk, nigdy tego nie przeskoczy, gdzie przedaja lyk, lyk, lyk.
Szuler, przegrawszy dukaty, gdy juz goly gdyby smyk, chcac zapomniec swojej straty, trabi goche: lyk, lyk, lyk
Antreprener z aktorami, gdy juz w kasie ni rublik, przez dzien zyjac konceptami, pozniej w wieczor: lyk, lyk, lyk.
Mezatki, panny, dziewice robia trzezwe skromny dyg, pochwyciwszy za szklanice, wykryja sie: lyk, lyk, lyk.

**************

Jak ja, bracie, pic przestane...

Jak ja, bracie, pic przestane, to moj najpewniejszy zgon, bo ja umre niezawodnie, bo ja juz odejde stad.
W piwnicy mnie pochowajcie, w piwnicy mi zrobcie grob, nogami mnie ku drzwiom dajcie, glowa tam, gdzie beczki szpunt.
Zamiast krzyza puchar stanie, zamiast placzu piwa dzban , i rekwije zaspiewajcie: Umarl pijak - ale pan.
 
 



 

POECI I PIJANSTWO
 

Mikolaj Rej (1505 - 1569)

*

Trzezwy a pijanica

Pijany z trzezwiem barzo rozno chodza: w jednej gospodzie nigdy sie nie zgodza. Pijany smierdzi, jako pies, przez sciane, gdy skwarne miece a wieczorna piane. Trzezwosc pomierna, ta zdobi kazdego; cnota go swieta prawie ma za swego. Mierny nikomu nie uczyni zlosci, bo slawy strzeze w pieknej pocczwosci. Opilec nigdy nic dobrze nie czyni, a w swych postepkach podobien ku swini. By byl opilec w hatlasiach, we zlocie, wnet jako swinia pluska sie po blocie. Pijany, gdy mu kes w glowy uniza, wnet go psi gola, gdy mu gebe liza. Pijany malo z szalonymi jest rozny, bo w obydwu leb plochy, ba i prozny. Pijany z niemym rowna sie bydleciem: mogac byc wolem, czyni sie cieleciem. Patrz za pijanym gdzie z kata, z przelaje: wszytki zwirzace znajdziesz w nim zwyczaje: jako wilk wyje, jako ciele ryczy, jako ges klekce, jako swinia kwiczy. I coz na swiecie ma byc sprosniejszego, Kto z siebie darmo czyni szalonego? Szalony z mozgu nie tak winien bywa, jako pijany, co chcac ten dank miewa. Nie wiem, w pijanym czego nie dostaje, co wlasnie ma byc przy szalonym panie. Pijany wrzeszczy, a co potka, drapie; tlucze sie, skaczac na szalonej szkapie. I coz ma szalony przed pijanym panem? By sie oba wsciekli, rzeczmy wszyscy: ÒAmenÓ. Azaz kiedy co w tej opilej zgrai bedzie wzdy k rzeczy, zaz sie co utai? Piwo, gdy kisnie, wnet wyrzuci wszystko; takze pijany, az nan patrzec brzydko. Pijany traci majetnosc i slawe, zdrowie, pocciwosc, kazda piekna sprawe. Pomierny czlowiek w swym stanie ucciwym, ten jest obrazem prawej cnoty zywym. Trzezwosc pomierna i zdrowia przedluza, mieszka ni cnoty marnie nie zadluza. Zaz to rzecz winna dla brzucha marnego dac sie sprosnie zawiesc z stanu pocciwego? Slaby to rycerz, co tego paducha nie moze zwalczyc, smierdzacego brzucha. Dla pana brzucha, pana tak hojnego, sila nam ginie, co jest przystojnego. Sila z trzezwosci pozytkow przychodzi, marna ozarlosc, ta nam na wszem szkodzi. Kazdemu kwitnie zawzdy stan pomierny, kazdemu staly, z kazdym na wszem wierny. Patrzaj, w opilym co znajdziesz takiego, co by zdobilo stan zacnosci jego?

**

Na wschody

Jeslizes sie piwa objadl, waruj, bys ze wschodu nie spadl. Jesli stad zlecisz, sokole, pewnie opadniesz na dole. Kto stad spadnie, dlugo jeczy, bowiem tu skok nie zajeczy. Jesli,stad spadniesz pijano, najda cie pod schodem rano. Dybieszli tedy pijany, dzierz sie zerdzi, macaj sciany. Pewnie przyjdziesz w silne bledy, jesli zlecisz prosto tedy. Wiele stopieni, nie zgadnie, kto tu z wirzchu na dol spadnie. Kto stad spadl, iz to wspomnienie, liczy po cichu stopienie. Jeslis nie latal za mlodu, strzez sie zleciec z tego wschodu. Zle bys sobie, lecac, tuszyl, jeslis z mlodu nie zasuszyl. Jeslis piwo lapal z glodu, strzez sie pilnie tego wschodu. Kazdy zawzdy rano zbladnie, gdy kto z tego wschodu spadnie. Waruj chybic na dol drogi, jeslic sie plataja nogi. Pijanemu przydzie snadnie: chocby nie rad, z schodu spadnie. Narychlej sie wiec zatoczy, kto ze wschodu z pyszna kroczy. Kto tu na dol z wirzchu spadnie, wiele tu stopniow, nie zgadnie.
ÒZ przedmowy krotkiej do pocciwego PolakaÓ
Uchowaj Boze w inszych opijac sie krajach, tam, kedy sie kochaja w zacnych obyczajach. Z wielka kazdy lekkoscia musi uzyc tego albo kijem przetrzezwia pana laskawego.Pewnie sie tam przymusza tak, nie przesypiajac, albo sie gdzie kryc musi jako w lesie zajac. U nas, by pijanego kazdego stluc miano, ledwo by kijow z lasa dostatek dodano. Ale coz maja czynic towarzysze chudzi, gdy wiec ta krotochwila i starsze tak ludzi, ze zapomnia wszystkiego, co slawie przystoi, kiedy je wielki hetman, pan Bachus, przystroi? O nieszczesne obzarstwo, toz sila przewodzisz, zdrowiu, szczesciu i slawie tak kazdemu szkodzisz, ze chodzimy by bledni, opusciwszy wszystko; kto tego malo widal, patrzec na to brzydko. Prze kes malej swej wolej takiechmy zemdleli, z onych slawnych rycerzow prawie zniewiescieli, ze i Boga i slawe i zdrowie tracimy, a nie wiem, co za rozkosz z tego odnosimy. Co bychmy na pocciwosc mogli swa obrocic, to musimy z marnymi smieciami wyrzucic. Tez ci naszy przodkowie podobno pijali, ale najmilsze piwko, a barzo bijali. I lepsza sprawe mieli, bo lba nie zaparzyl goracymi przysmaki: to pil, co uwarzal. Ale dzisia drugiemu rozliczne perfumy pomieszaja w szumnym lbie rozmaite dumy, ze nie tylko o przyszlych rzeczach by co wiedzial, ale ledwe pamieta, gdzie z wieczora siedzial. A tak marnie tracimy i czasy i sprawy, gdy kto chodzi z szumnym lbem jako blazen prawy. A jesli tez ten nalog kto w sobie przelomi, malo jeszcze nie gorszy niz ten, co byl w toni. Bo ten w nocy rachuje, co ma jutro czynic, a jako mu z pozytkiem ma kazdy czas wynic.

***

Na piwnice

Z tego gmachu wszyscy tyja, kiedy do dnia, by psi, pija. Ten gmach i niemoc i zdrowie czyni, niechaj doktor powie. Chceszli dlugo zdrow byc, brachu, pomiernie zyw z tego gmachu. Jako sie tu drozdze broja, takzec w brzuchu dziwy stroja. Ten gmach ma tak mocne ziele: czyni smetek i wesele. W tym gmachu syrop chowaja, co jem szalone dzialala. To tu robia alchimija: z madrych szalone, gdy pija. Tu sie wnet odmieni glowa, krok, postawa, wzrok i mowa. W tym gmachu rozum szychtuja, na wywrot go wynicuja. Ten gmach sila ich zubozy i mocarza w stolca zlozy. Tu w tym gmachu z madrej glowy uczyni sie leb oslowy. Tu Cyrces swa gospode ma, co ludziom glowy odmienia. Tu jest szalonych gospoda, a wiere jej minac szloda. Stap tu, chceszli zawilowac. Nam sie nieciezko dziwowac. Stap tu a zawolaj: ÒNalej!Ó rzeknac wnet: ÒBracie, nie szalej!Ó te gospode zapisano, by w niej blaznow probowano. Tu sa dziwni w tej piwnicy szalonych lbow rzemiesnicy.
 
 



 
 

MARCIN BIELSKI (1495 - 1575)

*

Z Ò rozmowy nowych prorokow, dwu baranow o jednej glowieÓ

Pojdzmyz zasie do szynku: jaki nierzad w mierze, bez ustawy, jako chce, tak za kwarte bierze! Jakom widzial na sejmie natenczas w Piotrkowie: kwarte wina osm groszy dawali szynkowie. Takze i tu w Krakowie: idz do paniej Marty, nie da, jedno piec groszy, zlego wina kwarty. Roztworz wino, szafarko, boc sie wloczka rzuci, im go wiecej dolewasz, tym jest lepszej chuci. Pojdzieszli tez pod Wieniec gdzie do paniej Haski, zjesz watrobke cieleca, przyplacisz malmazki: po siedmi groszy kwarte sobie ustawili, ktora pierwej w Mlynicy po dwu groszu pili. Jesli sie nizej udasz gdzie do paniej matki, ostrzegaj sie, bys nie zbyl bramowanej szatki. Gdzie sie kolwiek obrocisz, chcesz poczynac hojnie, pojdziesz ze czcza kaleta, jakoby po wojnie. Te wszystkie mianowane w Krakowie kobiety rozszynduja prostakom z pieniedzy kalety. A tak was upominam, chudzi bracia mili, abyscie prostym trunkiem nigdy nie gardzili. Wiele pozytkow miewa, kto rad trzezwy bywa. Ma nogi pogotowiu, zlego razu zbywa.
 
 



 
 
 

JAN KOCHANOWSKI (1530 - 1584)

*

Za pijanicami

Ziemia deszcz pije, ziemie drzewa pija, z rzek morze, z morza wszytki gwiazdy zyja. Na nas nie wiem, co ludzie upatrzyli, dziwno im, zesmy sie troche napili.

**

Czolem za czesc...

Czolem za czesc, laskawy moj panie sasiedzie, Boze nie daj u ciebie bywac na biesiedzie! Kazesz mi pic przez dzieki twe przemierzle piwo; ze do dna nie wypijam, patrzysz na mie krzywo.
Wszytkoc wadzi: by-c na nos biedna mucha padla, miecesz glowa i mniemasz, ze cie do krwie zjadla. Od stolu zenie kazesz, fukasz na pacholki, wyciskales talerze, wyciskasz i stolki.
Patrzaj, diable, ze sie tu i gosciom dostanie: gniewaj sie, jako raczysz, jeno nie bij, panie, bo ja w tym piwie twoim rozkoszy nie czuje; zdrowie rad mam od ciebie, kufla nie przyjmuje.
Jeslic o slawe idzie, kto wiecej pic moze - dajec przodek w tym mestwie, sam pojde na loze; juz ty badz tym rycerzem, co piwo usieczesz, tego nie wiem, jesli przed chlopem nie ucieczesz.
Jesli tez tak rozumiesz, zebys mie czestowal, meczysz mie, nie czestujesz: tociem podziekowal. Chcesz mie uczcic? dajze mi dobra wole w domu, a niechaj po niewoli nie pelnie nikomu.
Prozno mi skwarne dawasz. Ja nie bede gonil, bych tez nabarziej piwa wczorajszego zronil. Wiem, zeby mie psi przedsie twoi pilnowali, bych sie ukladl, wnet by mi gebe ulizali.
Alem prosto nie mysliw. Ci sie na to godza, co szperki niedopiekle i twardy ser glodza, co sobie gardla ostrza na niewinne piwo rydzem, sledziem, ogorkiem; nie wiem, co im krzywo.
I tak we lbie rozumu po trzezwiu niewiele, a ostatek chca zalac w to mile wesele. Niech raczej nic nie bedzie, ma-li go byc malo, rado by niebozatko z mozgu oszalalo.
Wiec tez wojna bez wici: gospodarz sie wierci, porwonisci zabitej na ostatek smierci! Do tylam was rozwadzal, az mi sie dostalo; bijcie sie, poki chcecie, mnie tam na tym malo!
Kufle leca jako grad, a drugi juz jeczy, wzial konwia, az mu na lbie zostaly obreczy. Potym do arkabuzow. A wiec to biesiada? Jesliscie tak weseli, jakaz u was zwada.
Nazajutrz sie jednaja: przedsie go nalewaj, a kto z niezadnym glosem, przed pany zaspiewaj: ÒChciejze pomniec, a dobrze baczyc, najmilejsza!Ó- ÒW czerwonej czapce chodzilÓ zda mi sie cudniejsza.
Uslyszysz tam piec basow, dwanascie dyszkantow, szesc altow, osm tenorow, dwanascie wagantow, potym od melodyjej az posna na stole. Ali drudzy wolaja: ÒNa dwor, na dwor wole!Ó
Bodajze wam smrod w gebe, mili pijanice, a trad na twarz; bo zona lubi takie lice. Krzywej nogi na starosc, nieobrotnej szyje, krom klatwy, kto bedzie zyw, snadnie sie dopije.

***

Pelna prze zdrowie

Prze zdrowie gospodarz pije, wstawaj, gosciu! A prze czyje? Prze krolewskie. - Powstawajmy i takze ja wypijajmy! Prze krolowej. - Wstac sie godzi i wypic; ta za nia chodzi. Prze krolewny. - Juz ja stoje, a podaj co rychlej moje! Prze biskupie. - Powstawajmy albo raczej nie siadajmy! Ta prze zdrowie marszalkowe. - Owa, gosciu, wstan na nowe! Ta prze hrabie. - Wstanmy tedy! Odpoczniemze nogom kiedy? Gospodarz ma w reku czasze, my wiedzmy powinnosc nasza! Chlopie, wymkni lawke moje, Juz ja tak obiad przestoje.

****

Dzbanie moj pisany...

Dzbanie moj pisany, dzbanie polewany, badz placz, badz zarty, badz gorace wojny, badz milosc niesiesz albo sen spokojny, jakokolwiek zwano wino, co w cie lano: przymkini sie do nas, a daj sie nachylic, chcialbym twym darem gosci swych posilic! I tak cie nie minie, choc kto madrym slynie: pijali przedtym i filozofowie, a przedsie mieli spelna rozum w glowie. Ty zmiekczasz kazdego, nastateczniejszego: ty madrych sprawy i tajemna rade na swiat wydawasz przez twa cicha zdrade. Ty cieszysz nadzieja serca, ktore mdleja: ty ubogim przyprawujesz rogi, ze mu ani krol, ani hetman srogi. Trzymaj sie na mocy, bo cie calej nocy z rak nie wypuscim, az dzien, jako trzeba, gwiazdy rozpedzi co do jednej z nieba!
 
 
 



 
 

Z wierszy lacinskich Kochanowskiego w przekladzie Syrokomli

*

Do Bachusa

Pijmy, bracia, co szczerzej, piejmy w okrzyk jednakow. Bacha, ojca tancerzy, przyjaciela skrzypakow, z winnym lisciem na czole, on ma milosc pod wodza,z niego zarty sie rodza. Jeno pijaj z gladko, zgina wszystkie przykroscie. Hola, zwawa czeladko, pelne kufle przynoscie! Gdy nieszczescia bez miary bija szturmem w swiat karli, wiec podkrzepmy puchary, bysmy z troski nie zmarli. Na co, pytam, lzy rzewne, na co zmarszczki u czola, co nam jutro niepewne, gdy dzis chwila wesola. Raczej w rzezwej podchmieli ujme raczki dziewczece, w takt rzasistej kapeli kolkiem tanek zakrece. Kto chce stekac, niech steka, nie przeuczyc dziwakow, nam przy winie piosenka w chor zahuczy jednakow.

**

Do Piotra

To fraszki zmyslone podle, to bajki dla malych dzieci, co o Pegazie i zrzodle starzy gwarzyli poeci. Poetom natchnienia chwila z wina idzie najkorzystniej. Kto konwia wody wychyla, temu sie muza nie przysni. Ja sam, gdy pioro chwyce, trzezwy dwoch rymow nie splyce, jeno sie prozno mozole, jeno sie wespre na lokcie, bebnie palcami po stole albo obgryzam paznokcie. Lecz niech no, malo czy wiele, leb poetyczny podchmiele, wnet umysl buja przyjemnie, czuje natchnienie w mym czole, wiersze az burza sie we mnie i rwa sie wyleciec w pole. Rojami mnoza sie, wleka i leca, brzeczac, jak pszczoly, gdy wiosny dzionek wesoly grzeje sloncem nad pasieka.

***

Do Diodora

Ty spisz, o Diodorze, a szklanka nalana, rozbudz sie! spac to umrzec, nie pic - zal sie Boze. Poklon sie i Bachusa scisnij za kolana i pij wino wystale, ile gardziel zmoze. Jeszcze stagiew niepredko wysuszy sie na dnie, zakurzaj twa czupryne, nim szronem przypadnie.

****

Do Heliodora

Nieraz, Heliodorze, zmysly nas zawioda, na naszym podniebieniu czesto bywa skaza, co ty nazywasz winem - ja parnaska woda ze zrzodla, odkrytego kopytem Pegaza. Wiec kiedy sie podchmiele czasem z twojej laski, nie gadaj, zem pijanica, lecz zem wieszcz parnaski.

*****

Do Ibika

Spraszasz poetow, beda ci radzi, lecz pomnij, bracie, to madra rzesza, wiec przede wszystkim przykaz czeladzi, niechaj do wina wody nie miesza. Gdy wino chrzczone, gdy kufel mierny, wierzaj mi - chyba upoisz dziewki, nam zas Cekuby albo Falerny niechaj do sporej leja konewki. Ja nie chce plonna meczyc sie praca, wole byc trzezwym, niz pic lada co.
 
 



 
 
 

SEBASTIAN KLONOWIC ( 1545 - 1602)

*

Z ÒRoxolaniiÓ (1584)

Nie wiem, zaiste, kto w pierwszej osnowie ognisty napoj wymyslil z gorzelnie, kto jest ow zbrodniarz? i jako sie zowie? By go przeklenstwu oddac niesmiertelnie. Przebog! nie z Rusi ta zaraza roscie, nie znano w wioskach takowej niedoli, chyba bogaty w chorobie lub w poscie zazyl kropelke orzezwieniu gwoli. Ktos nieprzyjazny - szatan mu na imie - styksowym jadem chcial zatruc nam zmysly, wynalazl napoj wywarzony w dymie i z czarnej sadzy gorzelnej wytrysly. Skazone usta brzydkiego pijanicy zabojczy oddech wyziewaja z dala, ktos bierze dochod - a wiesniacy dzicy pija, choc cierpia, choc piers sie przepala. Pijac przeklina trucizne palona, a traci na nia wszystko do szelaga, a choc goraczka przejada mu lono, na nowo reke do czary wyciaga. Gdy czadna para w mozgu sie zakreci, trucizna czlonki ogarnia co chwila, wtedy pijanica pragnie tym gorecej i pozadliwiej kielichy wychyla. Wnet sie zawsciekla, w oczach mu sie dwoi, klamliwa kraska na twarzy zakwitnie, wola samopas bezrozumnie broi, na czole bezwstyd osiada dobitnie, krzyk zamiast mowy i przeklestwa krocie, gniew zamiast slowa i pochop do wojny: zamiast wesolych