Z ostatnia wizyta u Stanislawa Wyspianskiego
Bylo to przed I wojna swiatowa. K. Srokowski wybral sie do Wegrzyc, odleglych od Krakowa okolo 7 kilometrow, by odwiedzic mieszkajacego tam wowczas Stanislawa Wyspianskiego. Dzisiaj Wegrzyce wlaczone sa do obszaru Miasta Krakowa i mozna dojechac tam miejskim autobusem.Redaktor Srokowski jechal jednak dorozka. Musial minac Pradnik Czerwony, Batowice. ÒZ doskonalej szosy warszawskiej - czytamy w tym sprawozdaniu - dorozka skreca w lewo i ujechawszy kilkaset krokow jedzie wiejsa droga, wjezdza w srodek wsi, od razu wcisnietej w niewielka kotline i z tego powodu niezbyt wesolej i malo malowniczej. Minawszy kilka chat wiejskich stajemy wreszcie na waskiej uliczce przed sporym domem, ktory wsrod sasiadow swoich wyroznia sie rynnami, blaszanym dachem i zakratownymi oknamiÓ.
Tak wygladaly Wegrzyce w czasie, kiedy trawiony smiertelna choroba
Wyspianski mieszkal tam, aby w bliskiej odleglosci od Krakowa obserwowac
zycie artystyczne i samemu tworzyc. Redaktor ÒTygodnika ilustrowanegoÓ
przywitany zostal przez 15-letniego, smuklego mlodzienca w gimnazjalnym
mundurku, o inteligentnej i pociagajacej twarzy. Byl to syn Stanislawa
Wyspianskiego. Chlopiec w pierwszych slowach zwierza sie przybyszowi ze
swych pierwszych literackich prob, z ktorych niektore podobaly sie nawet
ojcu.
Spotkanie z pania Wyspianska daleko odbiegalo od zagadnien literackich.
Wlasnie w owej chwili probowala wywabic dumnie porykujaca krowe z ogrodka,
do ktorego weszla bez uzgodnionego celu.
W duzej izbie spoczywa na lozku Stanislaw Wyspianski. ÒGlowa nakryta czarna czapeczka, pochylona w jakims zamysleniu. (...) Blakajacy sie po tej schorowanej twarzy usmiech lagodny i jasne, szczere wejrzenie oniesmielajaÓ.
Wyspianski opowiada o swojej chorobie. Mowi to przytlumionym glosem.
Jego prawa dlon ujeta byla w deszczulki i zabandazowana w raz z palcami.
ÒPisac jeszcze moge. Przywiazuja mi olowek do tej deseczki. Ale malowac
nie moge. U lewej reki trzy palce sa bezwladneÓ.
ÒZygmunt AugustÓ jest na ukonczeniu, autor robi ostatnia korekte
ÒSedziowÓ. Wedlug relacji Srokowskiego, autor ÒWeselaÓ mowil spokojnie,
Òz akcentem, plynnie i okraglymi, gotowymi niemal do druku zdaniamiÓ.
ÒKto przyzwyczajony jest do myslenia, u tego kolo mysli nie zamyka sie latwo - powiedzial wtedy Stanislaw Wyspianski. - I tak oto siedze lub leze, a mysli przewalaja mi sie przez glowe niby strumien. Zasypiam i snia mi sie dramaty, jakies moje niby i nie moje. A obudziwszy sie, zapominam je. Znowu klebia sie mysli..Ó
Zapytany o planowany wyjazd na poludnie, autor ÒWeselaÓ odpowiedzial: ÒPodroze sa dobre miedzy 18 a 25 rokiem zycia. Potem myslacy czlowiek nie ma juz na to czasuÓ.
Nie mial go juz wtedy Wyspianski. Srokowski pisal w swoim artykule, pozostalo w nim z widoku tej tragedii umierajacego geniusza bardzo przykre uczucie. Nie mozna bowiem pocieszac ludzi skazanych na smierc. Goroaczkowa praca Wyspianskiego byla wyscigiem z uciekajacym zyciem.
Wiedzial, ze nie zdazy zrealizowac wszystkich, jakze szeroko zakrojonych planow literackich i artystycznych. Nie mogl malowac, pozniej i takze pisac. Wtedy jeszcze staral sie dyktowac. ÒWielki czlowiek - jak notuje Srokowski - ugial sie w tym tragicznym konflikcie z niemoca cialaÓ.
Ten sam Konstanty Srokowski opisuje ostatnie chwile Stanislawa Wyspianskiego. Lekarze, opiekujacy sie poeta, doskonale zdawali sobie sprawe, ze znajduje sie on w agonii. Wyspianski pamietal o wszystkim: zwrocil sie bowiem do doktora Skapskiego, proszac go o opieke nad dziecmi, zas Feldmana i dr. Chmiela prosil o zajecie sie jego spuscizna literacka: ÒZygmunt August... fragmenty, akt ostatni, tak jak Matejko... Unia... z kartek uporzadkujecie. Juliusz II...Ó urwal mu sie glos. Zapanowala cisza, przerywana tylko rzezeniem w piersiach umierajacego. Po chwili nabral sil znowu i zaczal sie zegnac. Ciotke, pania Stankiewiczowa, pocalowal w reke. Potem z kolei zegnal dra Chmiela i p. Feldmana. Calowal ich i dziekowal, oddawal wszystko, co mial, swoje uczucia ostatnie, swoja wdziecznosc, schowana gleboko w tym dobrym, wrazliwym sercu, ktore bilo juz coraz slabiej.
Nieco po trzeciej smierc znowu wstrzasnela tym drobnym, wychudzonym, zbolalym, woskowym cialem. Tym razem wstrzasniecie musialo byc straszne i bezlitosne, bo Wyspianski krzyknal kilka razy: ÒJezus Maria! Ja prosze Boga... juz, juz... koniec...niech...juzÓ. Jeczal i rzezil strasznie. Zapadal juz wczesny listopadowy zmrok. Widocznie wzrok zaczal mu slabnac, bo wsrod jeku uslyszano slowa: -Swiatla! Zapalono lampe stolowa. - Wiecej, wiecej swiatla! - powtorzyl Wyspianski swoje zyczenie.
A kiedy zapalono druga lampe, widac bylo, ze mu to zrobilo przyjemnosc... Podano mu filizanke kawy. Wypil. Oczy znowu nabraly szklistego blasku i stanely nieruchomo w orbitach. Rece znowu zaczely sie zmagac z niewidzialnym a niezmozonym wrogiem. - Widze Stasia! - krzyknal nagle. W przedsmiertelnej wizji ojciec ujrzal swoje ukochane, najmlodsze dziecko, milutkiego, bardzo lagodnego, 6-letniego Stasia. Zegar wskazywal wtedy godzine czwarta. Dobra jeszcze chwile trwalo rzezenie i jek, coraz bardziej slabnacy. Wreszcie wyprostowal sie i zaczal oddychac spokojnie. Myslano, ze zasypia. Lecz oczy mial otwarte. Na zbolala, woskowa twarz zaczal powracac spokoj. Jeszcze kilka razy podniosly sie piersi. Usta jeszcze kilka razy chwycily powietrze. A potem ucichl szum w piersiach. Usta nie domknely sie przy ostatnim westchnieniu. Twarz odzyskala dziwna swa, przedziwna pieknosc. Pukiel wlosow z dawna fantazja najezyl sie na bialym, wysokim czole, ale Stanislaw Wyspianski juz nie zyl. Zegar wskazywal wtedy godzine piataÓ
Tak pisal Konstanty Srokowski w ÒTygodniku ilustrowanymÓ 29 listopada 1907 roku.
A potem byl pogrzeb, wielki, krakowski, dostojny, barwny, pochowek, wielki jak wielkim moglo zgotowac tylko jedno miasto - Krakow, slynny ze swoich pogrzebow. Pisze o tym Wladyslaw, Stanislaw Reymont.
ÒA kiedy juz karawan ruszyl spod kosciola, rozlegl sie gdzies wysoko i jakby z nieba zaspiewal prawieczny hejnal. Mariackie wieze zegnaly go, niby stado ptactwa, srebrnym, rozelkanym swiergotem. Cudowny deszcz dzwonow splywal na trumne strugami ciezkich, rzesistych lez. Prawieczna piesn wiekow pomarlych i pokolen struchlalych zaplakala nad nim zalosnie...
A hetmanska trumna plynela wysoko ponad morzem glow, w jasnym, rozslonecznionym powietrzu, plynela wolno i majestatycznie, jakby ja niosly Zygmuntowskie orly (...) A Zygmuntowski dzwon huczal zalosnie i bil wolno, gluchy jek narodu, jeczal i wital zarazem, jak zegnal juz i wital tylu dostojnych synow narodu...Ó
Tak odchodzil na spoczynek Wyspianski. Pochowano go w miescie,
ktore ukochal, miescie paradnych pogrzebow i rocznic, do ktorych przywiazywal
zbyt czesto wieksza wage niz do losu zyjacych w Krakowie artystow. I byl
ten pogrzeb zaprzeczeniem i przekresleniem wszystkich pretensji i oburzenia,
atakow i potepien na tego, ktory w owym dniu swiecil swoj posmiertny triumf.
I kto wie, czy wielkosc Stanislawa Wyspianskiego nie zostala uznana przez
wiekszosc w dniu jego pogrzebu?
Synowie Napoleona
Ksiazka Jadwigi Dackiewicz pod tym tytulem jest zbeletryzowana historia syna Napoleona Bonaparte i Marii Luizy von Habsburg, Napoleona Franciszka Jozefa Karola, przyszlego Napoleona II, krola Rzymu, zrodzonego do wladania swiatem. O drugim synie cesarza Francuzow w ksiazce znajdujemy tylko marginesowe wzmianki, jest mu poswiecona osobna praca. Czesc pierwsza, opatrzona podtytulem: Ksiaze Reichstadtu - Napoleon II opowiada o ukochanym synu Napoleona - ktory w mysl planow ojca mial byc jego sukcesorem i drugim z kolei cesarzem Francuzow.
Urodzil sie z malzenstwa Napoleona z corka cesarza austriackiego, Franciszka I. Podobnie jak syn pani Marii Walewskiej, moze rowniez uchodzic za dziecko nieprawe. Napoleon bowiem, dazac do stworzenia dynastii zdecydowal sie na rozwod ze swoja pierwsza zona, Jozefina de Beauhamais - sam go sobie zreszta udzielajac.
Tylko... nie zgodzil sie nan owczesny papiez, Pius VI. Napoleon zawarl bowiem pierwotnie z Jozefina slub cywilny, a pozniej, chcac dopelnic aktu koronacji, musial zdecydowac sie - zreszta na wyrazne zadanie upartego papieza - powtorzyc slub w kosciele. Zrobiono to zreszta noca, po cichu. W chwili rozwodu z Jozefina papiez oswiadczyl, ze nie moze wyrazic zgody na zerwanie Òswietego wezla malzenskiegoÓ. Wprawdzie sprzyjajacy Napoleonowi kardynal Maury udzielil mu powtornego slubu koscielnego z corka Franciszlka I, jednakze w swietle prawa kanonicznego zwiazek ten mogl zostac uznany za niewazny, co zreszta spowodowalo, ze po upadku Napoleona i opuszczeniu Francji malzonka cesarza Francuzow szybko Òpocieszyla sieÓ inna miloscia.
Trudno dzisiaj zrozumiec, co sklonilo cesarza do wyslania swojej corki, sladem Marii Antoniny - do Francji. Chyba tylko strach przed poteznym wowczas Òbogiem wojnyÓ. Z malzenstwa tego urodzil sie Napoleon Franciszek Jozef Karol, pozniejszy krol Rzymu i Ksiaze Reichstadtu. Niezwykle tragiczna historia tego dziecka do dzisiaj fascynuje historykow.
Napoleon, ktory potrzasal Europa jak stara gruszka, rozdawca koron i praw, przyjal urodzenie syna z wielka radoscia. Autorka podkresla wielokrotnie w swej ksiazce to przywiazanie cesarza do syna. Madame de Montesquion, pochodzaca ze starej arystokratycznej rodziny francuskiej, dla ktorej Napoleon byl symbolem chamskiej rebeli, bedzie dla dziecka wiecej niz opiekunka, bo zastapi mu matke. Maria Luiza tyla bowiem, bawila sie, malo poswiecajac synowi uwagi.
Maly krol staje sie dzieckiem zdumiewajacym. ÒOczy, niezwykle, jak na jego wiek, powazne i myslace, wprawiaja wszystkich w zachwyt i podziw, Zdaje sie mowic oczami. (...) Paziowie, gdy wychodzi z palcu, klaniaja mu sie w pas i przesylaja od ust pocalunki. Zlota, malenka karoca, ofiarowana mu przez ciotke Karoline, krolowa Neapolu, obwozi go po kretych alejkach Saint-Cloud, zaprzezona w dwa biale koziolki o pozlacanych rozkachÓ.
Szczesliwy okres mija jednak szybko i konczy sie wraz z kleska Napoleona. Maria Luiza wraz z synem zostala zabrana przez ojca, cesarza Franciszka, do Wiednia. Tam malego krola Rzymu poddano troskliwej opiece. Ksiaze Metternich, kanclerz Austrii, rozciaga nad synem Napoleona bardzo ostra kontrole. Kolejno odsuwa sie od niego francuskich opiekunow, zastepujac ich Austriakami. Zmieniono nawet chlopcu imie - w Wiedniu zamiast Napoleon rodzina cesarska mowi don - Franz. Maly krol bardzo dlugo opieral sie akcji wychowawczej swoich nowych strozow. Pamietal, ze byl synem cesarza Francuzow, ktorego pamiec nawet w Hofburgu czy Schoenbrunnie ciagle byla zywa. Chlopiec nie przestawal byc - mimo wysilkow nauczycieli - Francuzm.
Nad przeszloscia syna cesarza Francuzow czuwano pilnie w Wiedniu. Przez swojego dziadka, Franciszka I, obdarzony zostal tytulem ksiecia Reichstadtu. Z obrazu Daeffingera, przedstawiajacego syna Napoleona I, patrzy na nas niezwykle piekny, subtelny, kedzierzawy chlopiec w bialym mundurze ozdobionym orderami. Chlopiec ten nie przestawal byc nadzieja zwolennikow Napoleona, dzialajacych we Francji. Pozniej jeszcze zaistnialy plany osadzenia ksiecia Reichstadtu na tronie greckim. Jednakze los, ktory wyniosl wysoko Napoleona I i stracil go w dol byl rowniez bezlitosny dla jego syna.
W roku 1817 - pisze w swej ksiazce Jadwiga Dackiewicz - przed krypta w kosciele Kapucynow w Wiedniu miala miejsce rozmowa prowadzona przez dziadka i wnuka. Dziadkiem byl Franciszek I, wnukiem ksiaze Reichstadtu. Dialog byl krotki, jak zycie.
- Byc moze i ja, Franz spoczne tu kiedys.
- A ja? - spytalo dziecko
- Byc moze i ty takze.
Krol Rzymu wyprzedzil swojego starego dziadka w zaswiaty. ÒNa Neue Markt - pisze autorka - znajduje sie kosciol Kapucynow. Tu wlasnie, przed jego brama, orszak sie zatrzymal. Wielki ochmistrz dworu, Czernin uderzyl w odrzwia, glosno wymieniajac tytuly i przedmioty, poprosil o wstep do wnetrza. Brama swiatyni rozwarla sie majestatycznie. Trumne ulozono w nawie, gdzie oczekiwali ja czlonkowie cesarskiego dworu oraz zakonnicy - straznicy cesarskich grobow w podziemiu. Znowu ceremonie religijne. Trumne wreszcie zniesiono do podziemi, gdzie ja zamknieto na dwa klucze, z ktorych jeden oddano przeorowi, a drugi zlozono w cesarskim skarbcuÓ.
Ulozony przez cesarza Franciszka napis, jaki wygrawerowano na trumnie miedzinej, w ktorej ostatecznie zlozono zwloki, glosil: Ò Na wieczna pamiec o Jozefie-Karolu-Franciszku, ksieciu Reichstadtu, synu Napoleona, cesarza Francuzow i Marii Luizy, arcyksiezniczki austriackiej, urodzonym w Paryzu 20 marca 1811. Zlozonym w kolebce miasta Paryza, powitanym jako krol Rzymu; w kwiecie wieku, wysokiej postawy, pieknej twarzy, szczegolnego wdzieku w mowie, znakomity w swoich pracach i swoich zdolnosciach militarnych, zaatakowany przez gruzlice, zmarl najsmutniejsza smercia w cesarskim palacu w Schoenbrunnie, pod Wiedniem, 22 lipca 1832Ó.
Cesarz nie chcial byc obecny przy smierci wnuka, mimo ze ponoc bardzo go kochal. Ale ponad milosc rodzinna przekladal racje stanu: na wiadomosc o smierci ksiecia Reichstadtu mial powiedziec, ze Òzapytuje sam siebie,czy ta smierc nie stala sie dobrodziejstwem nie tylko dla niego, ale i dla monarchiiÓ. ÒZ jego nieszczesnym charakterem - powiedzial cesarz - mozna bylo oczekiwac najgorszegoÓ.
Syn Napoleona I, umierajac melancholijnie mlodo, mimo swoich ambicji i planow nie dokonal niczego. Pilnie strzezony, otoczony dyskretna opieka i policyjnym wprost nadzorem - zdzialac nic - nawet gdyby chcial - nie mogl. Jego smierc - jak to stwierdzil Franciszek I - byla dobrodziejstwem dla monarchii Habsburgow.
Tymczasem drugi syn Napoleona - Aleksander Walewski, gdy zjawil sie w Paryzu w 1827 roku - zrobil furore. Nie przyznawal sie jednak do swojego wielkiego ojca. Kiedy ktoras z dam oswiadczyla mu, iz podobny jest do swego ojca, mial odpowiedziec: ÒNie wiedzialem, ze hrabia Walewski mial zaszczyt byc pani znanyÓ.Bral udzial w powstaniu listopadowym, przez pewien czas byl nawet adiutantem wodza naczelnego, ks. Michala Radziwilla.
Otrzymal wowczas, za wyczyny pod Grochowem krzyz Virituti Militari,
awansujac do stopnia kapitana. Wyslany jako kurier do Anglii pozostawal
od 1832 roku w Paryzu. Zrobil pozniej zawrotna kariere za panowania Napoleona
III, byl miedzy innymi ambasadorem w Hiszpanii i Anglii, a od 1855 r. ministrem
spraw zagranicznych przez okragle piec lat.
Doczekal sie we Francji licznych wyroznien, wybrano go nawet
w 1868 roku czlonkiem Akademii Sztuk Pieknych. Zmarl w Strasburgu, przezywszy
lat 58.
Do tego syna cesarza los usmiechnal sie laskawiej niz do urodzonego
w purpurze krola Rzymu. Porownywac ich zycia jednak nie mozna, pamietajac
o uwadze Pawla Jasienicy, ze na swiecie istnieja niestety, bakterie gruzlicy
Krol, ktory z Polski uciekl
Byl krolem niepopularnym. Zycie mial ciezkie, doskwierala mu obojetnosc i niezyczliwosc ludzka. Byl krolem, z ktorego sie nasmiewano, ktory nie mial tego szacunku w narodzie, co jego,czesto gorsi, poprzednicy. Wisialo nad nim jakies fatum.
Panowal tylko 4 lata i piec miesiecy, w najtrudniejszym chyba okresie dziejow Rzeczypospolitej. Po smierci pisano i nim zlosliwe paszkwile. Zarzucano mu brak energii, msciwosc, podejrzliwosc.
Nie zabiegal o korone polska - wyniosla go masa szlachecka, pamietajaca slawe rycerska jego ojca. Przypomnijmy sobie rozmowe pana Zagloby z pewnym dostojnikiem duchownym (ÒPan WolodyjowskiÓ) na temat rodzimego, a nie cudzoziemskiego kandydata do korony polskiej, a bedziemy wiedziec, o kogo chodzi.
No tak. Chodzi o syna Jeremiego Wisniowieckiego, tego z ÒOgniem i mieczemÓ, Michala Korybuta. Pamietamy z ÒTrylogiiÓ, ze lubil sobie dobrze zjesc, no i wodzil oczami za plochliwa Anusia. Jego ojciec, no, to byl wodz! Slawa ojca wyprostowala synowi wszystkie drogi do tronu.
Pan Henryk Sienkiewicz nie zawsze byl w zgodzie, malujac swoje postacie, z faktami historycznymi, co bylo mu zreszta, jako powiesciopisarzowi, wolno. Nam tez chyba nie wolno nazywac krola Michala Òkrolem-piastemÓ, bo z rodem pistowskim nic on wspolnego nie mial, a wywodzil sie z litewsko-ruskich ksiazat.
Rodzina Michala byla prawoslawna, pozniej przeszla na katolicyzm. Ojciec krola, Jeremi, nalezal do jednych z najpotezniejszych magnatow. Skutkiem nieszczesliwego splotu okolicznosci politycznych stracil swoja fortune zadnieprzanska. Resztowka nie pozwalala na wystawne zycie, mimo to Wisniowieccy utrzymywali olbrzymi dwor i wojsko.
Po smierci Jeremiego, jego zona, Gryzelda z Zamoyskich, corka kanclerza koronnego Jana, wraz ze swym synem udala sie do brata, Jana Zamoyskiego, tego, ktory to, za podszepnieciem Onufrego Zagloby podarowal krolowi szwedzkiemu Niderlandy. Tam, w Zamosciu zamieszkala na stale. Poswiecila sie glownie wychowniu jedynaka. Tutaj dochodzily ja widomosci o jego postepach w nauce; tutaj tez uslyszala o wyborze Michala na krola.
Wlasciwie to bardzo smutne bylo dziecinstwo Michala Korybuta Wisniowieckiego. Stosunkowo wczesnie osierocony przez ojca (mial 11 lat), uchodzil za dziedzica wielkiego nazwiska wielkiej fortuny. Jego losem zajely sie sejmiki szlacheckie, ktore polecaly go opiece krola.
Poczatkowo opiekowal sie nim biskup wroclawski i plocki, krolewicz Karol Ferdynand Waza. (Pamietamy z ÒOgniem i mieczemÓ, ze wlasnie Wisniowiecki popieral kandydature krolewicza Karola na krola Polski). Stad mlody ksiaze mieszkal dosc dlugo w Broku nad Bugiem, w rezydencji biskupow plockich. Po smierci biskupa opieke nad Michalem przejal jego wuj, Jan Zamoyski.
Dzieki jego poparciu chlopiec znalazl sie na dworze krolewskim. Mozna powiedziec, ze byl kochany przez pare monarsza. Towarzyszyl dworowi na Slask, gdzie rodzina krolewska schronila sie przed Szwedami, nastepnie pobieral nauki w Nysie, pozniej, na koszt krola, studiowal w Pradze. Byl rowniez w Dreznie i w Wiedniu.
Tam otrzymal stopien pulkownika. Tam tez chyba poznal swoja przyszla zone, arcyksiezniczke Eleonore. Nauczyl sie - miedzy innymi - niemieckiego, francuskiego i wloskiego, znal rowniez lacine. Bral udzial w wyprawie wojennej Jana Kazimierza na Ukraine. Niczym jednak szczegolnie sie nie odznaczyl. Byl chorowitym, mizernym, wczesnie wylysialym mlodziencem.
Jak pamietamy, Jan Kazimierz zrzekl sie korony polskiej. Po abdykacji rozpoczela sie rywalizacja kandydatow do korony. Kto nie kandydowal! Ksiaze lotarynski Karol, Francuz Kondeusz, ksiaze neuburski Filip Wilhelm, carewicz rosyjski, Fiodor. I tu ciekawostka, ktora podaje historyk Tadeusz Korzon. Wszystkie dzieci carskie uczyly sie jezyka polskiego, a carewicz Fiodor ozenil sie z Polka, Agata (lub Agafia) Gruszecka, ubieral sie po polsku i staral sie zaprowadzic na swym dworze zwyczaje polskie.
Szlachta miala jednak dosc Habsburgow i Francuzow, a cara i jego syna bala sie jak ognia. Nie dano ucha zaleceniom, wychwalajacym ksiecia florenckiego czy ksiecia mantuanskiego, wykluczono Wlochow i ekskrolowa szwedzka, nawrocona na katolicyzm Krystyne, jak i Anglikow. Krolem pozostal ÒPiastÓ, syn wielkiego Jeremiego Wisniowieckiego, Michal.
I tu zaczal sie dramat. Krol Michal nie umial skupic kolo siebie zadnego stronnictwa. Popierali go Pacowie (na Litwie), niektorzy biskupi, krewni Wisniowieccy. Wrogow mial duzo. Zaliczal sie do nich Morsztyn, prymas Prazmowski, no i Jan Sobieski, ktory zwiazal sie z wdowa po Janie Zamoyskim, Marysienka. Oj, nieladnie zachowal sie wobec Michala nasz przyszly zwyciezca spod Wiednia! Ale o tym kiedy indziej
Krol nie umial rozegrac napietej sytuacji politycznej, nie potrafil zdobyc popularnosci w kraju. W czasie, kiedy obradowal sejm koronacyjny (doszlo zreszta po raz pierwszy do jego zerwania), krol Michal odwiedzal koscioly i bral udzial w nabozenstwach. Odebral tez, przyslany mu przez Karola II Habsburga hiszpanskiego Order Zlotego Runa.
Za krola mowe tronowa wyglaszal podkanclerzy Olszowski, ktory wlasciwie zdobyl dla niego korone i zamierzal rzadzic w jego imieniu. Planowano porozumienie z Kozakami, odzyslanie Ukrainy, dalsze rokowania z Moskwa.
Krol Michal poslubil 27 lutego 1670 roku w Czestochowie Eleonore Marie Jozefe z domu Habsburgow, corke Ferdynanda III i Eleonory Mantuanskiej, siostre Leopolda I. Przybyla ona do Polski w towarzystwie swojej matki. Byla dobra zona, malo mieszala sie do polityki. Po smierci meza wyjechala z Polski. Byla powszechnie lubiana i szanowana, jako ze wyrozniala sie dobrocia i spokojem. Autor najnowszej i chyba najpelniejszej monografii o krolu Michale, prof. Adam Przybos podkresla nieslychana pracowitosc monarchy.
Interesowaly go sztuki piekne, sprawowal mecenat nad teatrem, opiekowal sie artystami, malarzami. Prowadzil bardzo skromny tryb zycia. Jego oszczednosc wywolywala krytyki opozycji. Krol byl bardzo religijny, podobnie jak i jego zona Eleonora. Zycie na dworze krolewskim bylo blade.
Pawel Jasienica wyraza sie o krolu Michale zdecydownie ujemnie. Uwazal, ze obok znajomosci jezykow obcych byl zdolny tylko do obzarstwa. W swojej niecheci do krola Michala nasz wspolczesny historyk posuwa sie tak daleko, ze pisze, iz w chwili walki pod Chocimem Ònad Prutem juz doganiala wojsko widomosc o niebywalym szczesclu, jakie spotkalo Rzeczypospolita.
We Lwowie umarl krol MichalÓ. Oj, nieladne to sformulowanie, bardzo nieladne, i - co najwazniejsze - historycznie trudne do udowodnienia, jako ze hipotezy nie stanowia dowodu. Jasienica pisze, iz krazyly plotki o otruciu krola. Jadem miala byc nasycona kaczka cyranka, ulubiona potrawa monarchy.
Krol Michal, wyniesiony przez masy szlacheckie, byl wladca nichcianym. Szlachcie marzylo sie, ze majac tak ÒpoboznegoÓ i dobrego monarche, nie bedzie placic podatkow, a pedzic spokojne zycie na wsiach. Tymczasem na czas panowania Michala przypadly wojny z Turcja, czasy byly niepewne, a wojsko kosztowalo krocie.
Biedny krol Michal nie panowal nad sytuacja w kraju, nie mial zadnej
wizji politycznej. Ot, byl czlowiekiem pelnym dobrej woli - w niewlasciwym
czasie na niewlasciwym miejscu. Czym wreszcie mogl sie wykazac w ciagu
czterech lat panowanie...
Spor o skarb Priama
Skarb Priama sklada sie z 8750 sztuk zlotej bizuterii: naszyjnikow, diademow, pierscieni, kolczykow, zastawy stolowej: czarek, pucharow, flakonikow na drogocenne perfumy i olejki, garnuszkow... jego wartosc ocenia sie na ponad miliard marek. Przez 4 tysiace lat spoczywal w ziemi, w starozytnej Troi. Zostal odkopany w 1873 roku przez niemieckiego archeologa Heinricha Schliemanna. Do 1945 roku znajdowal sie w Berlinie, skad zostal zabrany przez zwycieska czerwona Armie i... na 48 lat zaginal. Dopiero w 1993 roku rzad rosyjski przyznal, ze ukryto go w moskiewskim muzeum Puszkina.
I od tego czasu trwa druga wojna o Troje i jej skarby.
Skarb zapewne do dzisaj spoczywalby pod ziemia, gdyby nie marzenia mlodego chlopca z prowincjonalnego niemieckiego miasteczka Neubukow, syna pastora. Majac 7 lat Schliemann przeczytal ÒIliadeÓ Homera i zafascynowali go starozytni bohaterowie: Achilles, Hektor, Odyseusz, Agamemnon. Wbil sobie w pamiec wszystkie szczegoly 10-letniej wojny o Troje, jego wyobraznie rozpalil opis o wspanialych skarbach krola Priama.
W przeciwienstwie do uczonych i historykow Heinrich Schliemann nie traktowal opowiesci Homera, jako mitu, wierzyl w kazde slowo pisarza, byl przekonany, ze starozytna Troja naprawde istniala. Tak samo, jak skarby jej krola Priama. Ich odnalezienie uczynil celem swego zycia.
Do realizacji mlodzienczych marzen potrzeba bylo duzo, bardzo duzo pieniedzy. Schliemann zdobywal je prowadzac zyskowny handel na kilku kontynantach. Sprzedawal i kupowal olej, herbate, bawelne, cukier... W poszukiwaniu zyskow krazyl po Europie, dotarl do Ameryki, handlowal w Rosji, Indiach... W koncu wzbogacil sie na tyle, ze mogl skoncentrowac sie na pracach wykopaliskowych.
Poszukiwaniom Troi podporzadkowal rowniez swe malzenskie plany. Z gory zalozyl, ze jego wybranka bedzie Greczynka, osoba mowiaca jezykiem Homera i pieknej Heleny, ktorej uprowadzenie staloa sie przyczyna wojny trojanskiej. Los zetknal go z mlodziutka Sophia Engastromenos, ktora tak pieknie czytala Homera, ze Schliemann blyskawicznie podjal decyzje o oswiadczynach. Zostaly przyjete.
W 1870 roku Schliemann rozpoczal prace archeologiczne w Malej Azji, na terytorium dzisiejszej Turcji. Tam - wedlug opisu Homera - powinna sie znajdowac Troja, przed tysiacami lat bogate, handlowe miasto. Wlasciwe prace wykopaliskowe poprzedzily niezwykle skrupulatne badania. Z analizy terenu wynikalo, ze jesli Homer mowil prawde, a Schliemann byl co do tego swiecie przekonany - Troja powinna znajdowac sie tam, gdzie zaczakl kopac. Szczegolna uwage Niemca zwrocilo nietypowe odludzie z wieloma pagorkami, lagodnymi wzgorzami. To mogla byc wlasnie wymarzona Troja.
Pozna wiosna 1873 roku, w trzecim roku poszukiwan (w sumie trwaly 12 lat), Schliemann wraz z zona przekopali kamienne rumowisko. Nagle lopata natrafila na metal. Byla to starozytna miedziana tarcza. Schliemann zbladl, mocniej zabilo mu serce: ÒSophia. To moze byc skarb Priama. Nikt nie powinien go zobaczyc, nikomu nie mozemy ufacÓ - wyszeptal do zony.
Sophia udala sie do tureckich robotnikow pomagajacych w wykopaliskach (zatrudniali do tego celu 158 osob) i powiedziala im, ze moga wczesniej skonczyc prace: ÒMoj maz ma urodzinyÓ - wyjasnila.
Byl to rzeczywiscie skarb Priama! Heinrich Schliemann podarowal go Ònarodowi niemieckiemu w wieczne posiadanieÓ.
W 1945 roku skarb Priama zostal zarekwirowany przez armie sowiecka.
Rzad rosyjski przez wiele lat jednak temu zaprzeczal,
utrzymywal, ze skarb zaginal w wojennej zawierusze. Dopiero niedawno
mlodzi rosyjscy naukowcy badajacy zbiory muzeum Puszkina w Moskwie natrafili
w piwnicach na trojanskie lupy. Uznali, ze to niemoralne, by tak wspanialy
skarb nadal byl skrywany w ciemnych piwnicach, nie udostepniany publicznosci.
I tak ujawnili, gdzie sie znajduje. Byl to poczatek drugiej wojny trojanskiej.
Roszczenia do skarbu Priama zglosili oczywiscie Grecy, a Borys Jelcyn pochopnie im przyrzekl, ze bezcenna bizuteria wroci do pierwszych wlascicieli. Turcy tez tweirdza, ze to oni powinni otrzymac skarb, poniewaz zostal znaleziony na terytorium Turcji i stamtad nielegalnie wywieziony.
Rzecz jasna nie rezygnuja rowniez Niemcy: ÒTo przeciez my znalezlismy skarb, nasz obywatel przekazal go niemieckiemu narodowi nam zostal zrabowanyÓ. Rosjanie nie przyznaja sie do rabunku, traktuja skarb Priama jako zdobycz wojenna: ÒHistoryczna sprawiedliwosc wymaga, zeby znalazl sie w Rosji. Zbyt duzo naszych dobr kultury zaginelo i zostalo zniszczone podczas II wojny swiatowej. Skarb Priama jest rekompesata za te stratyÓ - argumentowal minister kultury Rosji Jewgienij Sidorow.
Jak sie skonczy II wojna trojanska, kto z niej wyjdzie zwyciesko? Sceptycy twierdza, ze.. rosyjska mafia, ktora ma chyba w Moskwie najwieksza sile przebicia!!! Cytowany juz Jewgienij Sidorow twierdzi, ze na wlasne oczy widzial tylko cztery zlote naczynia, pare kolczykow i dwa diademy. Na pytanie: co z reszta skarbu - odpowiedzial w charakterystycznym stylu; ÒKto to wie, byc moze znajdzie sie wiecej kosztownosci, Rosja jest wielkaÓ.
Wedlug ekspertow, spor o skarby Priama potrwa wiele lat. Nie mozna
tez wykluczyc, ze powstanie kilka Òskarbow PriamaÓ - wierne kopie, ktore
Rosja przekaze zglaszajacym pretensje Niemcom, Turkom, Grekom.
Ku-Klux-Klan a polscy imigranci
w Ameryce
Zjawisko narastania nastrojow ksenofobicznych wobec imigrantow stalo sie w ostatnich latach na tyle zauwazalne, ze zaczyna wzbudzac niepokoj na swiecie. Stany Zjednoczone Ameryki Polnocnej - uchodzace wszedzie za wzor idei demokratycznych i wolnosciowych - skladaja sie wylacznie z przybyszow z zewnatrz.
Ale i tutaj takze slychac glosy skierowane przeciw nowym imigrantom, ktorych oskarza sie o wszystkie niepowodzenia ekonomiczne i wiekszosc politycznych tego kraju w ostatnim czasie. Brak pracy, recesja, wzrost przestepczosci - to glowne gzrechy, jakimi spoleczenstwo amerykanskie obciaza przybyszow do USA. Dochodzi do tego, ze tak czuli na punkcie wlasnej wolnosci osobistej Amerykanie postuluja wprowadzenie dowodow tozsamosci dla posiadaczy obywatelstwa, aby wyeliminowac w ten sposob egzystencje nielegalnych imigrantow - zatrudnienia ich, a takze korzystanie przez nich ze swiadczen medycznych oraz szkolnictwa publicznego.
Niechec do przybyszow z zewnatrz jest wymierzona takze w Polakow, ktorych coraz to agresywniej szykanuje sie w historycznych juz polskich skupiskach, jak np. Chicago, gdzie polityka wladz miasta zmierza w kierunku rozbicia polskich dzielnic. To, ze do tych dzielnic wprowadzaja sie Meksykanie i Portorykanczycy powodujac kryminogennosc tych obszarow i degradujac je do stanu mafijnych gett, to juz jest wladzom obojetne. Do czasu az prasa zakrzyknie na alarm, ze znow cos trzeba zrobic. Na ogol wtedy juz jest za pozno na dzialanie, bo przeciwnik nie ten sam i gwizdze sobie z kar nakladanych przez miasto, donosicieli likwidujac strzalem z pistoletu.
Nakladanie kar za przeludnienie domow, gdzie wynajmowane sa kwatery dla pracujacych nielegalnie turystow z Polski, a takze za niewinne czesto przerobki budowalane w nowo nabytych przez Polakow posesjach, sa w ostatnich miesiacach istna plaga w duzych aglomeracjach miejskich, ktore zyskaly sobie miano polskich skupisk. Czesto do inwazji inspektorow wystarczy anonimowy telefon, ktory informuje, ze pod adresem takim a takim parkuje zbyt wiele samochodow Òco utrudnia sasiadom dostep do ich wlasnych posesjiÓ. Ze sasiedzi owi nocleguja u siebie po 15 osob w jednej izbie i jeszcze wieksza ilosc aut stoi przed domem, nie jest w tym przypadku istotne. Istotne jest, ze przedmiotem donosu jest ÒPolackÓ, to w zupelnosci wystarcza do nalotu na wskazany dom i oblozenie go najprzerozniejszymi karami administracyjnymi, co w koncu doprowadza do wyniesienia sie wlasciciela gdzie indziej. I o to wlasnie chodzi w calym tym przedstawieniu.
Polscy osiedlency w Ameryce nigdy nie mieli latwego zycia. Jest to fakt wart osobnego opracowania historycznego. Materialow jest wiele - wystarczy siegnac do starych rocznikow gazet. Nie trzeba wertowac zbyt dlugo ani cofac sie w odlegle lata Dzikiego Zachodu. Wystarczy skupic sie na wieku XX, a wiec w czasie nam wspoczesnym.
Wszyscy polscy osadnicy w Ameryce Polnocnej przewineli sie w wiekszosci lub mniejszym stopniu przez Teksas. Tutaj powstaly pierwsze polskie kolonie na ziemi amerykanskiej: Panna Maria (1854), Sw. Jadwiga (1855), Czestochowa (1873) i Kosciuszko (1892), o ktorym nie wiedziala Barbara Wchowicz piszac, ze tylko jedno jest miasto o tej nazwie w USA, z mysla o Kosciuszce w Illinois. Jest jeszcze w Teksasie Polonia (1898), a takze miasteczka o angielskich nazwach, gdzie i dzis nie brak ludzi mowiacych po polsku, jak: Brenham (1870), New Waverly (1870), Chapel Hill (1889), Bremond (1876)), Richmond (1935) i in., ktore zakladali polscy osadnicy i gdzie wciaz istnieja polskie parafie.
Jednym z najwiekszych powodow, ktore zlozyly sie na niechec do polskich osadnikow w Teksasie bylo to, ze w stosunkowo krotkim czasie zagospodarowali sie na nowej ziemi i na skutek tej zaradnosci szybciej dorabiali sie znosnego poziomu zycia.
Faktem jest, ze teksanczycy o nazwiskach Baranowski, Jankowski, Janta, Murski, Moczygemba, Gutowski, ktorzy wrastajac w nowy kraj oddawali swe zycie na frontach I wojny swiatowej w uniformach zolnierzy amerykanskich, w samym Teksasie byli przedmiotem niewyszukanych przesladowan i grubianskiej agresji, skierowanych czesto przeciw calym , polskim koloniom.
Lata tuz po I wojnie swiatowej, szczegolnie wlasnie w Teksasie, kolebce emigracji polskiej, zaznaczyly sie ozywieniem dzialalnosci Ku-Klux-Klanu i nnych nacjonalistycznych grup narodowosciowych, ktorych celem bylo zaatakowanie wszystkiego, co identyfikowano jako ÒnieamerykanskieÓ albo rzymsko-katolickie. Polacy w tym ukladzie pasowali pod obydwa kryteria - nie byli Anglo-amerykanami i wyznawali religie rzymsko-katolicka z wielkim zacieciem.
W teksanskim Karnes County, gdzie znajduje sie wiekszosc polskich skupisk osadniczych, sytuacja we wczesnych latach 1920 byla tak napieta, ze wiekszosc rodzin zamieszkujacych historycznie polska Panne Marie obawialo sie jezdzic do pobliskiego miasteczka Karnes City w obawie o swoje bezpieczenstwo. Wielu z zamieszkujacych Panne Marie mlodych chlopcow ze Slaska balo sie jechac do miasteczka, gdzie byli nieustannie atakowani przez Anglo-amerykanow, ktorzy ustawiali sie w kolko i popychajac nieszczesnika od jednego do drugiego wymyslali mu od Òprzekletych PolakowÓ i przekletych katolikow (Óa damned Polander and a God-damned CatholicÓ). Czesto konczylo sie to na dotkliwym pobiciu i okradzeniu ofiary.
W miasteczku White Deer, gdzie Polacy byli mniejszoscia wsrod innych, ich sytuacja byla szczegolnie drastyczna. Dzieci polskie uczeszczajace do szkoly publicznej prawie codziennie stawaly sie przedmiotem at